To ciekawe, ale publikacje dotyczące raka pełne są dobrych rad jak ustrzec się przed nowotworem. Ich skuteczność, oddziaływanie na czytelnika jest tym mniejsze im ich jest więcej.
Któż bowiem, pozostając przy zdrowych zmysłach, zastosuje prezentowane wyliczanki w praktyce.
Nie jedz, nie pij, nie używaj, najlepiej nie żyj ...
To chyba naturalne, że zdrowo myślący człowiek odrzuca, nie dopuszcza do swej wiadomości zaleceń niemożliwych do zastosowania w praktyce.
Tym bardziej, że z łatwością dostrzega wokół siebie setki zaleceń (często oddziałujących na podświadomość) sprzecznych z zasadami zdrowego życia (choćby reklamy papierosów). Jeśli doda się do tego fakt, że na połowę czynników rakotwórczych przeciętny człowiek po prostu nie ma wpływu (np. kancerogeny w miejscu pracy), to stanie się jasne, że dobre rady mogą pełnić jedynie rolę dydaktyczną, uwiadamiającą.
Ich aspekt praktyczny był , jest i będzie znikomy.